Trzeba było kupić kozaki
(każdy pretekst do kupienia nowej pary butów, nawet spadek temperatury o 3
stopnie, jest dobry) oraz ciepłą kołdrę (nie potrafię przezwyciężyć tej różnicy kulturowej i nauczyć się spać pod
toną prześcieradełek i kocy). Przy tej okazji zrozumiałam fenomen kleszcza. Dla
niewtajemniczonych: „kleszcz” to rodzaj pozycji, jaką przyjmuję przez większą
część mojego życia. Wzorowy kleszcz wygląda mniej więcej tak: siedzę po turecku albo na piętach (tak jak się
siadywało za dawnych czasów, w kółeczku :P), i przykrywam sobie plecy kołderką,
i trochę się nią zawijam. Pozostała część kołdry formuje przez to coś na
kształt odwłoku, który, jak powszechnie wiadomo, każdemu szanującemu się
kleszczowi towarzyszy. Dobrze jest, jeśli kleszczowi towarzyszy herbata, w
półlitrowym kubku rzecz jasna, paczka chipsów, popcorn z mikrofalówki albo coś
słodkiego, laptop bądź książka (zdecydowanie milej, gdy nie są to żadne
notatki), ewentualnie gazeta/katalog ikei/gazetka z lidla. Pozycję „na kleszcza”
można uprawiać samemu, bądź w parach (wtedy to druga osoba siedzi na swoim łóżku
i przyjmuje podobną pozę, w zażyłych relacjach można usiąść na jednym łóżku,
jeśli nasze odwłoki się mieszczą, kryterium wyboru łóżka staje się zwykle widoczność
ekranu przy oglądaniu filmu tudzież małego odcineczka Prisonka).
A dlaczego prawda o kleszczu
dotarła do mniej dopiero teraz? Otóż uświadomiłam sobie, że widząc tak blisko
siebie łagodnie układające się fałdki pierzynki, człowiek po prostu nie jest w
stanie oprzeć się pokusie zagrzania się, jeżeli nie jest mu aktualnie gorąco. A
że w Polsce rzadko kiedy temperatura jest dla mnie satysfakcjonująca – potrzebę
jej podwyższenia mam praktycznie zawsze. Tutaj – wraz z początkiem
października dopiero ;) I od kiedy brutalnie odjechało ode mnie moje zapasowe
36,6.
Z serii: ciekawostki. Dziś zdałam
sobie sprawę z tego, że panowie żule, zamieszkujący sąsiednią ulicę, to Polacy.
Dobrze mieć swoich na dzielni.
A to na osłodę jesiennych słot (jak byłam mała i śpiewał mi ją Kazimierz, w niektórych kręgach znany bardziej jako pan Kazio, bądź tata Marysi, najbardziej podobała mi się wizja staruszki, która macha obiema rękami):
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz