Rok akademicki w pełni! Oczywiście, jak to zwykle na
filologii, prawie same babony. Haaa, mogę teraz bezkarnie wszystkich obgadywać,
bo i tak nie znają polskiego, łuhuhu, mam nadzieję, że tłumacz google nie
zrozumie mojego slangu. Poza tym jestem przekonana, że nikt nie zada sobie
trudu, żeby z niego skorzystać ;) Wiadomo – tutaj filozofia życia koncentruje
się wokół haseł mañana i siesta, kto by się tam przejmował jakimś internetem (jak mawia mój dziadek: interesem).
Oczywiście erasmusów też nie za wiele, bo kto by tam chodził na jakieś dzikie
filologiczne bzdury. Nie rozumiem dlaczego, niektóre naprawdę są wciągające :D
Z moim niezbyt przychylnym stosunkiem do wszelkich gramatyk i przedmiotów
językoznawczych, wydaje mi się niesamowite, że potrafię spędzić godzinę nad
tekstem napisanym pismem gotyckim i nie zanudzić się na śmierć. Nie żebym była
taka znowu ambitna i z własnej woli chciała zgłębiać starohiszpańskie wypociny
wiernych poddanych króla Alfonsa (tutaj to imię funkcjonuje normalnie, bez
skojarzeń), po prostu nazwa przedmiotu brzmiała zachęcająco, a nie znalazłam
jego opisu w zagmatwanym systemie „aula virtual”, który do złudzenia przypomina
nasz rodzimy USOS (dla niewtajemniczonych: uniwersytecki system obsługi
studenta) (właśnie zdałam sobie sprawę że znaczenie słowa „obsługa” to wcale
nie jest utrudnianie życia, b. dziwne). Także czuję się prawie jak w Polsce ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz