sobota, 6 października 2012

moja nowa szkoła

Rok akademicki w pełni! Oczywiście, jak to zwykle na filologii, prawie same babony. Haaa, mogę teraz bezkarnie wszystkich obgadywać, bo i tak nie znają polskiego, łuhuhu, mam nadzieję, że tłumacz google nie zrozumie mojego slangu. Poza tym jestem przekonana, że nikt nie zada sobie trudu, żeby z niego skorzystać ;) Wiadomo – tutaj filozofia życia koncentruje się wokół haseł mañana i siesta, kto by się tam przejmował jakimś  internetem (jak mawia mój dziadek: interesem). Oczywiście erasmusów też nie za wiele, bo kto by tam chodził na jakieś dzikie filologiczne bzdury. Nie rozumiem dlaczego, niektóre naprawdę są wciągające :D Z moim niezbyt przychylnym stosunkiem do wszelkich gramatyk i przedmiotów językoznawczych, wydaje mi się niesamowite, że potrafię spędzić godzinę nad tekstem napisanym pismem gotyckim i nie zanudzić się na śmierć. Nie żebym była taka znowu ambitna i z własnej woli chciała zgłębiać starohiszpańskie wypociny wiernych poddanych króla Alfonsa (tutaj to imię funkcjonuje normalnie, bez skojarzeń), po prostu nazwa przedmiotu brzmiała zachęcająco, a nie znalazłam jego opisu w zagmatwanym systemie „aula virtual”, który do złudzenia przypomina nasz rodzimy USOS (dla niewtajemniczonych: uniwersytecki system obsługi studenta) (właśnie zdałam sobie sprawę że znaczenie słowa „obsługa” to wcale nie jest utrudnianie życia, b. dziwne). Także czuję się prawie jak w Polsce ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz