czwartek, 17 stycznia 2013

przedsesja



Stało się dokładnie tak, jak przewidywałam. Syndrom przedsesyjny działa w Hiszpanii ze zdwojoną siłą. Moje prace i nauka do egzaminu leżą i kwiczą, a ja: oglądam Gwiezdne Wojny, czytam jakiś magazyn psychologiczny (który kupiłam licząc na to, że znajdę tam jakieś mobilizujące porady), jem (to w sumie powinno być na pierwszym miejscu, ale nie chciałam wyjść na żarłoka), obserwuję jak fajnie wiatr rusza roletami, zastanawiam się, jak najdogodniej przenieść egzamin w Polsce na sesję poprawkową, myślę sobie z kim się muszę pożegnać przed wyjazdem, ustalam grafik spotkań powitalnych, oglądam stare zdjęcia na kompie, wyglądam przez okno, żeby sprawdzić dojrzałość pomarańczy. Wiewiór patrzy na mnie z politowaniem i nadal, z właściwą sobie pasją, ściska orzeszka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz